blog

Gelender i ańcug – jak się ma do etatu marzeń.

W swoim czasie zrekrutowałam wielu kandydatów na przedstawicieli handlowych. Różni byli. Lepsi lub gorsi. Bardziej lub mniej zaangażowani. Bardziej lub mniej kompetentni. W kontekście pracy na etacie chciałam opowiedzieć wam o jednym z nich – Sebastianie.

Otóż Sebastian ino godoł. Godoł: „gelender” i godoł: „ańcug”.
Nie potrafił inaczej.

I co? I zaaplikował na stanowisko przedstawiciela handlowego.

Czujesz? Przedstawiciel handlowy, który mówi: „fuzekle”!

Przyszedł na spotkanie i… zaczęliśmy rozmawiać. A raczej stosować miks: rozmowa vs godka.

Podczas spotkania Sebastian opowiada mi i opowiada, że firmę zna i lubi. I że aż podskoczył, gdy zobaczył ogłoszenie. Już wcześniej chciał aplikować, ale bez ogłoszenia nie miał odwagi. Znał wszystkie produkty. Zrobił wywiad w sklepach, aby przekonać się, w jaki sposób są sprzedawane i wyeksponowane produkty. Miał kilka sugestii, których uwzględnienie mogło przynieść efekty. Był uśmiechnięty i „machający rękami”, jak ja to nazywam, co w wolnym tłumaczeniu oznacza: miał pozytywną energię. Chciało mu się przygotować do rozmowy, poznać firmę i jej produkty oraz opowiadać o tym.

Rozmowa (godka) okazała się przyjemna i merytoryczna. Był tylko jeden feler: facet ino godoł. I – niestety – w ogóle nie mówił (bo są Ślązacy, którzy i godają, i mówią. Ten nie mówił). I co miałam zrobić z tym fantem?

Umówiłam kolejny etap rekrutacji, pokrótce opisując szefowi sytuację. Odbyło się spotkanie – ponownie w kontekście godko-rozmowy. Szef był przeciwny, bał się porażki rekrutacyjnej, czyli „szkoda czasu, bo znowu trzeba będzie szukać”. Uważał, że handlowiec jeżdżący po Polsce powinien mówić, a nie tylko godać, bo w przeciwnym wypadku nikt nie potraktuje go poważnie.

Ale dostałam wolną rękę, więc zatrudniłam Sebastiana, jednocześnie opowiadając mu o swoich wątpliwościach. Przyjął je do wiadomości i obiecał, że firma nie pożałuje tej decyzji.

Zaczął pracować i jeździć po Polsce. I co się okazało? Wymiatał, po prostu wymiatał! Stał się maskotką sklepów, które odwiedzał. Bo mu się chciało. Bo lubił tę pracę. Bo lubił ludzi. A ludzie lubili jego. Godka dodawała mu swego rodzaju egzotyki.

Praca marzeń? Możliwa, jak najbardziej!

  • Zez u Ireny Eris

    Nie, oczywiście, że nie. Irena Eris nie ma zeza. Ja mam. Dlatego zwracam uwagę na każdego, kto też ma. Wiem, u mnie nie widać. Wyćwiczyłam, żeby nie było widać. Nie da się? Da...

    Czytaj więcej...

  • Kiedyś byłam brzydka…

    Kiedyś byłam brzydka. Miałam pryszcze, zeza, nosiłam okulary, miałam kartoflowaty nos i drugi podbródek. Nie wiedziałam o tym, bo mój Tato widział we mnie bóstwo i wszystkim się...

    Czytaj więcej...

  • Sextelefon przy dworcu w Krakowie

    Sekstelefon w krakowskiej budce Wakacje 1997 roku. Sierpień. Beztroski studencki czas, który – choć był niezwykle ciekawy i ekscytujący – miał jeden feler: raczej nie obfitował w nadmiar...

    Czytaj więcej...

  • To co robisz ma sens

    Chciałabym się z Wami podzielić moją stuprocentową pewnością, że nawet, jeżeli nasze dziecko nie zostanie sławnym, dobrze zarabiającym piłkarzem, to i tak to, co robimy, jako...

    Czytaj więcej...

  • Głupi piłkarz

    Opiszę dzisiaj ostatnie moje spotkanie z jedną mamą. Rozmawiałyśmy na różne niezobowiązujące tematy i przy okazji wyszło, że mam bloga i piszę na Family Football oraz że mój syn...

    Czytaj więcej...

  • Skuteczna zmiana pracy

    Powiem wprost. Jeżeli uważasz, że pracę marzeń można znaleźć tylko po znajomości to ta strona nie jest dla Ciebie. Bo ja uważam, że masz takie życie zawodowe, jakie sobie...

    Czytaj więcej...