blog

Po czym poznać, że to na poważnie? Kiedy widzimy, że nasze dziecko uprawia piłkę nożną rzeczywiście z myślą o tym, że to może być coś, co będzie robiło w przyszłości?

Myślę, że takie symptomy dają się dostrzec od samego początku, tylko my – jako nieomylni dorośli – mamy tendencję do bagatelizowania naszych spostrzeżeń albo nawet do zamykania oczu i niedostrzegania pewnych spraw, pewnych objawów, zachowań naszego dziecka.

Jak to wyglądało u nas?

Zaczęło się od tego, że mój Piłkarz postanowił, że nie będzie jadł słodyczy: „Dobra, dzisiaj jeszcze ostatnie lody, od jutra już nie jem”. Ja też tak mam, gdy chcę się odchudzać, tylko że w jego przypadku było to faktycznie silne i zrealizował to postanowienie. Zamiast słodyczy w domu pojawiły się owoce, takie… egzotyczne, mniej powszechne, typu: melon, granat, świeży ananas. Ktoś może powie: „Fanaberia! Zjedz sobie chłopie jabłko i też będzie ok”, ale gdy to podsumowałam okazało się, że kwoty wydawane na te wszystkie ciastka, czekolady czy orzeszki były porównywalne, jeśli nie większe. Wiadomo, że owoców nie kupowaliśmy w jakichś ogromnych ilościach, ale raz dziennie, co drugi dzień można było pozwolić sobie na zakup np. melona, który – owszem – nie był najtańszy, ale był fantastycznie słodki i rzeczywiście był jakąś taką „innością” (odmianą?) w tej codziennej owocowej diecie.

Druga rzecz – Młody nagle przestał jeść chipsy, bo „to chemia”, bo „gdybyśmy mogli świecić, to po chipsach byśmy po prostu świecili” – te kwestie mocno zapadły mu w pamięć. Nie mówię, że nie je ich w ogóle, ale rzeczywiście nie jest to takie standardowe jedzenie przez nastolatka, gdzie tych chipsów jest wszędzie pełno, w każdym możliwym smaku.

Kolejnym dla mnie wyznacznikiem pokazywania czy dostrzegania, że piłka to rzeczywiście coś, co jest niesamowicie istotne w jego życiu, to picie soku z buraków, który jest, powiem eufemistycznie, delikatnie niesmaczny – w moim przekonaniu, ale w jego również. Tylko że, pomimo wiedzy o korzyściach, ja nie potrafię przełknąć tego soku, a on zatyka nos i pije go – dlatego, że sok z buraków jest jednym z naturalnych izotoników. To nawodnienie weszło już nawet do naszego języka domowego, jako hasło „pamiętaj, nawadniaj się”.

Przypominam sobie jeszcze jeden objaw – z wcześniejszych lat. Mój syn to naturalny typ bałaganiarza, ale w momencie, kiedy idzie na ważny trening albo ma wyprowadzać reprezentację Polski jako dziecko towarzyszące jednemu z zawodników, to przygotowywanie się do tego wydarzenia wcale nie jest „bałaganiarskie” ani chaotyczne, tylko całodniowe lub dwudniowe nawet, zaplanowane w najdrobniejszych szczegółach. Przygotowuje buty, żeby były czyste, przygotowuje rzeczy na trening, układa wszystko, żeby o niczym nie zapomnieć – tak, to są istotne dla niego szczegóły.

I ostatnie już zachowanie, które mnie, jako matkę, również zastanowiło: choroba. Naturalne jest, że każde dziecko czasem szuka pretekstu, żeby nie iść do szkoły, a choroba jest do tego idealna. U nas nie było takiej opcji, ponieważ syn wiedział, że jak nie pójdzie rano do szkoły, to po południu też nie pójdzie na trening. Więc robił wszystko, żeby to tej szkoły jednak pójść. Naprawdę musiał być bardzo chory – wtedy to ja decydowałam o tym, że zostanie w domu i brałam na klatę jego zniecierpliwienie czy rozczarowanie, że jednak nie będzie treningu.

To były – i są – kwestie, po których dostrzegam, że coś się dzieje, że to jest na poważnie. Że piłka to to, na czym mu zależy. No i rzeczywiście potwierdza się, że jest to priorytet w jego życiu i cel na przyszłość, który moja Gwiazda uważa za coś naturalnego. Nie zastanawia się nad tym, co będzie robił w przyszłości, bo po prostu wie, że będzie piłkarzem.

  • Sextelefon przy dworcu w Krakowie

    Sekstelefon w krakowskiej budce Wakacje 1997 roku. Sierpień. Beztroski studencki czas, który – choć był niezwykle ciekawy i ekscytujący – miał jeden feler: raczej nie obfitował w nadmiar...

    Czytaj więcej...

  • Czy etat może być PASJOETATEM

    Obserwuję taki trend: wszyscy chcą mieć biznes, firmę, biznes online (wybierz to, co ci pasuje). Większość nie chce pracować na etacie, aby nie było nad nimi kogoś, kto mówi im, co...

    Czytaj więcej...

  • Ślązak godo i mówi

    Gelender i ańcug – jak się ma do etatu marzeń. W swoim czasie zrekrutowałam wielu kandydatów na przedstawicieli handlowych. Różni byli. Lepsi lub gorsi. Bardziej lub mniej...

    Czytaj więcej...

  • Tłuste włosy na poczcie

    Środa, 8.30. Poczta. Przede mną dwie osoby w kolejce. Gdy podchodzę do okienka, zauważam, że obsługująca mnie pani siedzi poniżej blatu, na którym wypełniam druczek na polecony....

    Czytaj więcej...

  • Przegrany mecz

    Wyobraźmy sobie sytuację, że nasze dzieci jako drużyna wygrywają pięć meczów pod rząd, ogólnie jest tendencja wzrostowa i wszyscy płyną na fali sukcesu. Zbliża się kolejne...

    Czytaj więcej...

  • Owłosienie a skuteczność…

    Kiedyś jeden z moich szefów powiedział do mnie, że lubi ze mną pracować, ponieważ mam w sobie dużo testosteronu. Potraktowałam to jako komplement, roześmiałam się, coś tam...

    Czytaj więcej...