blog

Opiszę dzisiaj ostatnie moje spotkanie z jedną mamą. Rozmawiałyśmy na różne niezobowiązujące tematy i przy okazji wyszło, że mam bloga i piszę na Family Football oraz że mój syn jest piłkarzem, a ja obracam się w sportowym towarzystwie i mam dużo znajomych rodziców, których dzieci również są piłkarzami. Na to ta mama odpowiedziała, że jej syn też chce grać, ale ona mu ogranicza granie i niechętnie się na to zapatruje.

Próbując zrozumieć jej stanowisko, zapytałam:
  • No, ale nie rozumiem. Dlaczego nie chcesz, aby grał? Chory jest czy szybko się przeziębia?
  • Nie, ale wiesz, bo ja bym wolała, żeby on grał w szachy.
  • Dlaczego w szachy? – zdziwiłam się.
  • No bo wiesz, bo gra w piłkę, to jest taki mało inteligentny sport. No, nie można się pochwalić tym, że syn jest piłkarzem. A jak już gra w szachy i ma Mistrzostwo Okręgu, to to znaczy, że jest takim intelektualistą, że jest inteligentny i na pewno w związku z tym jest świetny z matmy i różnych tego typu przedmiotów.

Słuchając jej, w pewnym momencie złapałam się za głowę i pomyślałam, że chyba czegoś nie rozumiem i jestem wyrodną matką, skoro pozwalam mojemu dziecku grać w piłkę. Przecież przez to będzie głupie.

Wszyscy Rodzice, którzy czytacie to, co teraz piszę – wychodzi na to, że nasze dzieci będą głupie, no bo piłkarze „są głupi”...

Rozumiem, że niektórzy są mniej inteligentni, a inni bardziej, ale to nie jest przecież kwestia piłkarzy! To nie jest czynnik środowiskowy, to nie piłka robi z człowieka głupiego, tylko jest to kwestia indywidualna. Jeden jest bardziej inteligentny, drugi – mniej. Tak samo, jak wśród lekarzy. Jedni są lepszymi lekarzami, inni – tylko dobrymi. Wśród nauczycieli są tacy, z którymi świetnie się współpracuje oraz tacy, którzy po prostu wypełniają swoje obowiązki od deski do deski i nie można z nich wykrzesać żadnej kreatywności, a i o współpracy można tylko pomarzyć.

Złapałam się za głowę, słuchając tej kobiety i pomyślałam: „babo głupia, co ty gadasz?!”.

Zobaczcie jaki wpływ mamy na to, co nasze dzieci robią. Jeżeli działamy w powyższy sposób, to ograniczamy ich pasje. Jest możliwość rozwinięcia i wykreowania (chociaż, z drugiej strony, może nie ma? – nie wiem... Zdania psychologów są tutaj podzielone) inteligentnego dziecka, jeżeli ono raczej ten poziom inteligencji będzie miało trochę niższy. Owszem, można z nim pracować, przerabiać różne rzeczy, czytać, tłumaczyć, powtarzać, ale jak ktoś ma mniejsze predyspozycje do matematyki czy fizyki, no to nie zrobimy z niego na siłę Einsteina, bo mamusia sobie wymarzyła, że syn będzie grał w szachy. Przy czym nie myśli już o tym, że jest duża szansa – nie mówię, że tak będzie na pewno – że będzie miał skrzywienie kręgosłupa od ciągłego siedzenia na krześle. I będzie grał na komputerze, też w te szachy. A piłkarz, który gra na boisku, owszem, wraca do domu i też siada do kompa, ale wcześniej się ruszał i był na półtoragodzinnym treningu. Jedyny komentarz, który mi się nasuwa, to „o rrrany!”.

I to chyba tyle. Bo się zbulwersowałam.