blog

Tematem, który chciałabym poruszyć dzisiaj, jest nasze otoczenie, czyli ci, którzy są przy nas najczęściej – rodzina i znajomi. Wiąże się to z pytaniem, w jaki sposób ludzie, z którymi żyjemy na co dzień, reagują na nasze piłkarskie – przepraszam za określenie – wariactwo.

Odnoszę wrażenie, że nie da się inaczej nazwać tego, co towarzyszy nam codziennie, bo „pasja dziecka” to za mało.

Po czym poznać, że to na poważnie? Kiedy widzimy, że nasze dziecko uprawia piłkę nożną rzeczywiście z myślą o tym, że to może być coś, co będzie robiło w przyszłości?

Myślę, że takie symptomy dają się dostrzec od samego początku, tylko my – jako nieomylni dorośli – mamy tendencję do bagatelizowania naszych spostrzeżeń albo nawet do zamykania oczu i niedostrzegania pewnych spraw, pewnych objawów, zachowań naszego dziecka.

Ależ oczywiście, że zostaniesz piłkarzem!

Niedawno w swojej pracy (jestem trenerem biznesu) zastanawiałam się, dlaczego niektórzy ludzie osiągają sukces, a inni nie. I doszłam do wniosku, że jedni tylko próbują coś zrealizować, a drudzy realizują. Swoje cele.

Przy czym to nie jest tak, że im się udaje, bo „się udało”, tylko jest to kwestia ciężkiej pracy. Bo nie ma czegoś takiego, jak sukces, który „się udaje”. Sukces jest bardzo ciężko wypracowany, okupiony godzinami trenowania, powtórzeń, czytania, dopytywania innych i tego typu podobnych rzeczy.

Wyobraźmy sobie sytuację, że nasze dzieci jako drużyna wygrywają pięć meczów pod rząd, ogólnie jest tendencja wzrostowa i wszyscy płyną na fali sukcesu. Zbliża się kolejne spotkanie. Ważne nie tyle nawet punktowo, w rozgrywkach, co ważne mentalnie. Czyli na przykład gramy z drużyną istotną dla nas z powodu, powiedzmy, wcześniejszych konfliktów czy jakichś chorych ambicji, czy może są to derby, a może tatuś kiedyś był piłkarzem, grał z tą drużyną i zawsze przegrywał, a teraz nóżkami syna chciałby wygrać ten mecz, żeby móc sobie powiedzieć: „nie, no, wygraliśmy!”. Mecz się zbliża, termin nieuchronnie nadchodzi, no ale oczywiście my jesteśmy na fali wznoszącej, wierzymy, że nic nas nie powstrzyma, wcześniejszych pięć drużyn nie zdołało, więc ta szósta również tego nie zrobi. No i co?

Chciałabym się z Wami podzielić moją stuprocentową pewnością, że nawet, jeżeli nasze dziecko nie zostanie sławnym, dobrze zarabiającym piłkarzem, to i tak to, co robimy, jako jego rodzice, ma sens.

Czekanie na treningach, odwożenie na mecze, etc.

Opiszę dzisiaj ostatnie moje spotkanie z jedną mamą. Rozmawiałyśmy na różne niezobowiązujące tematy i przy okazji wyszło, że mam bloga i piszę na Family Football oraz że mój syn jest piłkarzem, a ja obracam się w sportowym towarzystwie i mam dużo znajomych rodziców, których dzieci również są piłkarzami. Na to ta mama odpowiedziała, że jej syn też chce grać, ale ona mu ogranicza granie i niechętnie się na to zapatruje.

Strona 3 z 3